Originally published at KADUK.info – szał polskich mediów. Please leave any comments there.
Witam nowy przybyszu. Zasubskrybuj mnie od razu. Bądź na czasie. If you’re new here, you may want to subscribe to my RSS feed. Thanks for visiting!
Zmarł i historia teatru jakby na moment zatrzymała się w miejscu. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że Gustaw Holoubek może umrzeć. Niby to nielogiczne, a jednak… . Wielki aktor nie był jednak przyjmowany bezkrytycznie. Nie wszystkim odpowiadała jego nieco pomnikowa maniera, sceniczna wyniosłość, sposób wypowiadania kwestii w tonie – powiedzmy – cesarskim. Mnie czasami też raził jego sposób tworzenia postaci, wydawał mi się nienaturalny, pretensjonalny.
Ale nigdy nie wątpiłem, że był wielkim aktorem i natchnionym artystą. Jak pogodzić w sobie te raczej sprzeczne odczucia? Talent człowieka jest w stanie pogodzić jeszcze bardziej sprzeczne i krańcowo odmienne opinie. A mieliśmy do czynienia z talentem nieprzeciętnym.
Jacek Wakar tak napisał w Dzienniku (”Nikt nie wypełni pustki po Holoubku“) , po śmierci aktora:
Zostaję więc z Holoubkiem zapamiętanym. Z jego niskim wibrującym głosem, najlepiej brzmiącym w absolutnej ciszy, bo mówiącym ze sceny o sprawach najważniejszych. Z jego wyprostowaną, a potem już mocno przygarbioną sylwetką, na której piętno odcisnęło całe życie. Z tym wszystkim, co za Kazimierzem Brandysem można by nazwać “sposobem bycia” – i w sztuce, i w życiu. Zawiera się w nim mit Gustawa Holoubka – zbudowany za życia, ale absolutnie zasłużony. Po rolach u Jerzego Jarockiego, Macieja Prusa, Kazimierza Dejmka, Janusza Warmińskiego, konstruowanych na podstawie wybitnej literatury Eliota, Gombrowicza, Mrożka, Bonda i wielu innych, przywykło się widzieć w artyście wzorzec aktora intelektualnego, mędrca, rozgrywającego na oczach publiczności pojedynek przeciwstawnych racji, analityka, badającego znaczenie wypowiadanych słów.

Gustaw Holubek podczas próby “Króla Edypa” w jego reżyserii, Teatr Ateneum, 9 marca 2004 r.
To oczywiście prawda, ale i zubożenie wizerunku twórcy. Trawestując słowa Mickiewicza i tytuł filmu Konwickiego, dałoby się powiedzieć, że aktorstwo Holoubka było jak lawa. Z pozoru chłodne i wykoncypowane, w głębszych warstwach wręcz żarzące się emocjami, eksplodujące goryczą i żalem. A że artysta w granych przez siebie rolach, o których wiedział zapewne wszystko, mieścił też wiedzę o świecie i własne o nim przemyślenia? I że nie były to myśli wesołe? Cóż, taki jest przywilej i obowiązek tych największych. Choć z drugiej strony wystarczy wspomnieć kreacje od owego intelektualnego zimna jak najdalsze. Pierwsza przychodzi mi do głowy ta z filmowej “Pętli” Wojciecha Jerzego Hasa. Przy niej nagrodzone Oscarem studium alkoholika w wykonaniu Nicolasa Cage’a z filmu “Zostawić Las Vegas” wygląda jak żart. Nie można było zagrać tego bardziej przejmująco, niż zrobił to Holoubek.
O i to jest święta prawda. Gustaw Holoubek pozostał w mojej pamięci przede wszystkim jako Kuba z niezapomnianej “Pętli” znakomitego reżysera Wojciecha J. Hasa. Rola inteligenta-alkoholika wryła się we mnie na trwałe. Jakiż to film i jak fenomenalnie zagrany. Nicolas Cage mógłby u Mistrza terminować, o ile ten by zechciał mieć takiego ucznia, a tego nie jestem pewien.
If you enjoyed this post, make sure you subscribe to my RSS feed!