A oto Marta Klubowicz, której marny los został opisany w poniższym czyli poprzednim wpisie. Marta została przeze mnie wydłubana ze wspomnianej czołówki opery mydlanej, w której pokazuje się na pół milisekundy.
Mariola – psiakrew, cholera jasna – jaka tam Mariola. Artystka pełną gębą, całą przepastną duszą i całym pięknym ciałem!!!
