Gdy przed laty czytałem prozę Tadeusza Borowskiego, wywarła na mnie ona wrażenie piorunujące. Jej lakoniczność podziałała na mój splot słoneczny jak stalowa obręcz. Pozostała mi pamięć owego ucisku i stanu – za przeproszeniem – oberwania bebechów.
Po obejrzeniu w Teatrze Studio spektaklu Marka Fiedora “Bitwa pod Grunwaldem” według prozy pisarza czułem się dziwnie lekki i niezbyt rozsądnie zadowolony. Po prostu, tak jak po wysłuchaniu opowieści o grupie mężczyzn, połączonych wspólnym…